Witam Wszystkich w nowym wpisie 😊. Znowu wracamy do tematu Wielkiej Matki, a konkretnie Jej postaci uznanej w Thelemie – Szkarłatnej Kobiety, Babalon.
❠Wieczna kobiecość ciągnie nas wzwyż.
– Goethe, część II Fausta
Każdy opis Babalon należy rozpocząć od Objawienia św. Jana i czystego horroru przemiany, jakiego dokonuje św. Jan, dryfujący gdzieś bez steru w Parmos pośród szkarłatnych muchomorów, odziany tylko w różaniec stłumienia. Jego osobista historia zbytnio nie zachwyca. Św. Jan ma na swoim koncie podpalenie świątyni Artemidy, utopienie miejscowego maga i wiele innych potworności, ale dopiero jego Objawienie staje się kielichem trucizny.
Mamy tu do czynienia z tekstem źródłowym, który zaprasza czytelników do udziału w gorzkiej, natchnionej, proroczej przejażdżce po scenerii przedstawiającej wojnę w niebie i na ziemi. Niektóre z 22 rozdziałów stanowią polemikę wobec ówczesnych bogów, którym nowa historia chrześcijańska nadaje postać demonów. Inne są wypełnione proroctwami na temat dalszych losów świata. Objawienie św. Jana to klasyczny tekst mistyczny, pełen zawiłości i zagadek. Nie zamierzam więc tutaj przedstawiać jego ostatecznej analizy czy też egzegezy pretendującej do miana ostatecznej prawdy. To tylko moja osobista interpretacja, równie dobra jak każda inna i nie pozbawiona błędów.
Najwyższy czas porachować się z tym tekstem, skradzionym przez horrory, a dziwnie lekceważonym przez magów, pogan i satanistów. A przecież to właśnie w nim ukrywa się nasza historia. Za każdym razem, kiedy na świat spada jakaś kolejna katastrofa, ludzkość zaczyna poszukiwać właśnie w tym dziele wskazówek i znaków świadczących o tym, że żyje w czasach ostatecznych. Tak więc nawet jeśli uważamy, że jest to tekst zgubny, nie wolno nam go ignorować. Objawienie nabiera nowego znaczenia wraz z każdym kryzysem. Świat Zachodu zwraca się po poradę do biblijnego proroctwa, gdy czuje na własnej skórze zaniedbywanie przez siebie środowiska naturalnego. Niezależnie od widzimisię bystrych komentatorów postmodernistów, to właśnie słowa św. Jana powracają echem podczas kolejnego kryzysu. (...)❞ (1)
To jest dobry argument, oparty na intuicji wypływającej z tradycji i znajomości głębszych aspektów ludzkiej natury. Nawet, jeśli się odrzuca ten fragment Biblii, nie jest mądre jego ignorowanie. Satanistom, czy poganom nie dziwię się, że ignorują Objawienie św. Jana, ale jak mogą to robić Magowie? Ignorowanie czegoś, co ma tak znaczący wpływ na ludzkość jest nielogiczne i groźne dla nas samych od strony duchowej!
Tradycja nie powstała po to, by ją cisnąć w kąt i wymazać z pamięci ludzkości! Tradycja powstała z myślą o podejściu praktycznym do niej! To dotyczy także tradycji Thelemy!
❠(...) Dlatego warto raz jeszcze przeczytać tę księgę i przerobić na własny użytek jej słowa, zanim zostaną wykorzystane przeciwko nam.
Objawienie św. Jana podzieliło chrześcijan. W IV wieku Jan Chryzostem argumentował, że należy je wykluczyć z Nowego Testamentu. Jego zdaniem było potencjalnie niebezpieczne, zbyt podatne na nadużycia i błędne interpretacje. Jest to jedyna księga biblijna nie czytana podczas liturgii świętej we Wschodnim Kościele Ortodoksyjnym. Objawienie stale zadziwia i zatrważa. Wznoszą się na nim jak na skrzydłach współcześni fundamentaliści, liczący na to, że ich zapał roznieci płomień, który strawi grzeszników. Unikają go liberalni chrześcijanie, mający nadzieję, że ofiara z baranka będzie tworzyć pomosty między różnymi wyznaniami. Tymczasem księga Objawienia nie nawołuje do zgody. Wzywa każdego do opowiedzenia się po którejś stronie barykady. To niewygodna lektura.
Jeśli bliskie twej duszy jest wypatrywanie nieba w poszukiwaniu znaków, znajdziecie ich mnóstwo w Janowej Apokalipsie. Oto ich kolejność:
- Pogróżki od królów ze Wschodu.
- Papież wydaje specjalny dekret i zostaje wypędzony z Rzymu, a następnie umiera w przerażający sposób.
- Nowym Papieżem zostaje ktoś spoza Rzymu. Bierze on udział w koronacji chrześcijańskiego króla, który broni Zachód przed królami ze Wschodu.
- Wraz z pojawieniem się komety następują trzy dni ciemności i Wielka Kara.
- Chrześcijański król wygrywa z królami ze Wschodu i wkraczamy w okres pokoju.
- W Babilonie dochodzi do władzy Antychryst.
- Antychryst sprawuje rządy przez trzy i pół roku.
- Dwóch Świadków wygłasza przeciwko Antychrystowi kazania i zostaje przez niego zabitych.
- Owi świadkowie po trzech dniach zmartwychwstają i dostają się do nieba.
- Czterdzieści dni później Antychryst próbuje wznieść się do nieba, lecz zostaje powalony.
- Chrystus powraca na ziemię.
- Zmarli chrześcijanie powstają z grobów i idą do nowego nieba i nowej ziemi.
- Wciąż żywi chrześcijanie idą do nowego nieba i nowej ziemi.
- Chrystus niszczy stare niebo i ziemię.
Nie trzeba wytężać wyobraźni, by wyszukiwać inne znaki. Może to być wysyp UFO, wojna atomowa lub islamski terror. Codzienna dawka wiadomości dostarcza mnóstwo inspiracji. Wnet można odnaleźć wrażenie, że należy się do jakiegoś zabójczego kultu, który lada chwila sprowadzi na świat zagładę. Nie dodaje mi jednak otuchy świadomość, że rządzący tym światem w dużej mierze wierzą w tę dosłowną interpretację Apokalipsy.
Tu wszakże pojawia się pewien problem. Oto bowiem Objawienie św. Jana mówi o końcu świata, który ma miejsce w czasach dawnego Cesarstwa Rzymskiego. Na jego pierwszej stronie, w trzecim paragrafie Jan pisze: „czas bowiem jest bliski”. Dokument ten nie traktuje o kodach paskowych, ONZ i kartach kredytowych. Wychodzi z założenia, że koniec dziejów nastąpi już za chwilę, w pierwszym wieku. Jezus miał zstąpić w każdej chwili. Ale, jak wiemy, nie doszło do tego.
Na nieszczęście dla nas ów drobny szczegół uszedł uwadze chrześcijaństwu, które nie byłoby w stanie zachować immunitetu po przyznaniu się do tego, że jego mesjasz rozminął się ze swym powołaniem. Wkrótce spóźni się już o dwa tysiąclecia. Oczywiście, gdy bardzo w coś się wierzy, można nie dostrzegać faktów. One jednak pozostają niezmienne. (...)❞ (2)
No cóż, to pokazuje irracjonalność niektórych form wiary. Pewnie wsadzę kij w mrowisko tradycji chrześcijańskiej, ale takie niedopatrzenie w proroctwie Jana jest, moim zdaniem, mocno rażące. Mesjasz chrześcijan, Jezus Chrystus, miał przyjść powtórnie już w I w. po swoich narodzinach, które według kalendarza (jeśli jest dobrze ustawiony) miało mieć miejsce w 1 roku Pan̈skim, jak to określają chrześcijańscy historycy. Sama tradycja zawiera trochę Mądrości, niemniej jednak akurat ta konkretna księga biblijna nie powinna być interpretowana zbyt dosłownie.
Co do znaków tu wypunktowanych, ze względu na wojnę na Bliskim Wschodzie byłem skłonny uwierzyć w te znaki. Jednakże fakty nie podlegają dyskusji, o czym wie każdy, kto ma racjonalne podejście lub czytał Traktat logiczno-filozoficzny Ludwiga Wittgensteina. Co prawda, filozofia współczesna jest wobec starożytnej, jak wydmuszka w stosunku do jajka, jednak ma pewne wartościowe elementy.
„Amicus Plato, sed magis amica veritas” (Platon jest mi przyjacielem, lecz większą przyjaciółką prawda) – Arystoteles
Oto cytat w obronie faktów, znanych starożytnym jako Prawda. To jasno pokazuje głupotę większości wierzących, wyrażaną przez bezrefleksyjną wiarę w przepowiednie. Niestety, trudno z tym dyskutować, ponieważ:
W rzeczywistości ludzie będą walczyć o przesądy równie szybko, jak o żywe prawdy - często nawet szybciej, ponieważ przesądy są tak nieuchwytne, że nie da się ich obalić, prawda zaś jest punktem widzenia i dlatego podlega zmianom.
Hypatia
A teraz wracamy do tekstu z książki.
❠(...) Objawienie było kiepskim dowcipem, wymierzonym w starożytny Rzym. Ludzkość cały czas poszukuje duchowego odrodzenia, wciąż wierząc w świat aniołów i czeluści piekielnych. Nie przeszkadza to naszemu światu staczać się coraz bardziej na dno ekologicznego kryzysu. Można więpodejrzewać, że z każdym dniem Janowa Apokalipsa będzie nabierać coraz większego znaczenia dla coraz większej ilości ludzi. Wielkie archetypy, jakkolwiek absurdalnie by nie brzmiały, mają wpływ na ludzi, niezależnie od tego, jak je zapisano w tekście.
RZYM TRWA
Zanim zajmiemy się przyszłością, przyjrzyjmy się Janowi, starając się go zrozumieć. W tym celu musimy wczuć się w klimat towarzyszącej mu epoki. 9 czerwca 68 roku Neron, pan postrachu, popełnił samobójstwo. Rzym ogarnęła wojna atomowa. Na tronie zasiadł Tyrus wraz ze swym ojcem, ale zwolennicy teorii spiskowych twierdzili, że Neron sfingował własną śmierć i może w każdej chwili powrócić do Rzymu z własną armią. Już sama myśl o tym przerażała mieszkańców miasta, którzy widzieli w Neronie modelowego tyrana, równie kapryśnego i okrutnego jak Jehowa, gotowego zniszczyć każdego, niezależnie od jego pozycji społecznej.
Rzym dosłownie spowiła czarna chmura. W 79 roku po erupcji Wezuwiusza pył wulkaniczny dotarł aż do Egiptu. Wyrocznie przepowiadały dalsze kataklizmy. W 80 roku Rzym ogarnęła pożoga, po której wybuchła zaraza szalejąca przez cały rok. Cesarz-efemeryda Tytus umarł po dwóch latach, dwóch miesiącach i dwudziestu dniach panowania. Przeklęta liczba. Władzę po nim objął jego brat Domicjan, nieczuły na tęsknotę ludu za chwilą pokoju po latach ekscesów Nerona.
Jan napisał Objawienie w 96 roku, za rządów Domicjana. Cesarz prześladował kościół chrześcijański, każąc się nazywać „Panem Bogiem”, co oczywiście dla chrześcijan było nie do przyjęcia. Odmawiali oni składania ofiar z wina i kadzidła pod posągami Cesarza, narażając się na oskarżenia o zdradę. Osoby, które nie wyrzekły się swej wiary po trzech takich „propozycjach” i nie złożyły Cesarzowi ofiary z kadzidła skazywano na śmierć. Taka była bezwzględna reguła. W owych czasach przynależność do młodego kultu cierpiącego prześladowania narażała na poważne trudy. Za Domicjana panowała atmosfera strachu, którym przesiąknięte są karty Objawienia niczym mocnym winem. Jan jako przywódca Kościoła w Efezie udał się na wygnanie na Patmos wraz ze swym uczniem Prochorusem. Miał szczęście, że uszedł z życiem.
Patmos to wypalona skała wulkaniczna. Jan otrzymał przekaz Objawienia w pustej grocie. Recytował je na głos, podczas gdy Prochorus spisywał jego słowa przy świetle siedmiu migoczących świec, które zajaśniały na stronicach tekstu. Nawet dzisiaj można znaleźć w tej grocie znak krzyża wyryty przez Jana. Dzięki temu prostemu miejscu jego umysł otworzył się na wizje, których bogactwo może swobodnie konkurować z przepychem najbardziej skomplikowanych tybetańskich thanek. Jan dostrzegł koniec epoki, która dla niego była czasem antychrystów. Naśladując siedem listów Pawła, napisał siedem listów do kościołów w Azji. Tych listów nigdy nie wysłano. Stanowią propagandę przeznaczoną dla oddziałów frontowych, które znalazły się w niepomyślnych czasach. Rozkaz był prosty i klarowny. Należało trwać przy swoim i nie kłaniać się Cesarzowi.
Po śmierci Domicjana Jan mógł powrócić do Efezu i odegrać istotną rolę w kształtowaniu się wczesnego Kościoła. Zabrał ze sobą ciężko zdobyte wizje. Opisywały one wydarzenia, które sam widział.
Objawienie św. Jana to niewybuch, toksyczny relikt z czasów wojny, która nigdy nie nadeszła, opowiadający o Mesjaszu, który nigdy nie powrócił. A jednak wciąż jest to bardzo niebezpieczny materiał. (...)❞ (3)
Wygląda na to, że tekst Objawienia zdezaktualizował się kilkanaście wieków temu. Niestety, niektórzy nadal się na niego powołują w XXI wieku, zarówno chrześcijanie, jak i zwolennicy teorii spiskowych. Nie przyjmują do wiadomości, że niektóre fakty przeczą zawartemu w tym tekście proroctwu. A ponieważ wiarę cenią sobie bardziej, niż prawdę historyczną, nic ich nie przekona do zmiany punktu widzenia. Takie właśnie się dzieje, gdy ktoś jest fanatykiem religii, czy jakiegokolwiek światopoglądu. Na razie nikt nic z tym nie zrobi. Na nieszczęście wielu ludzi ceni sobie wiarę bardziej, niż Mądrość, mimo że to jest bardzo niebezpieczne. Tak to niestety już jest.
Na szczęście część ludzi obudziła się już z tej zbiorowej hipnozy. Na szczęście przekaz Thelemy bywa bardziej zdrowy dlatego, że nie dopuszcza do toksycznej kontroli nad interpretacją świętych tekstów Thelemy i komentarzy ich dawcy (Crowleya) do tychże tekstów.
A teraz pora na ciąg dalszy cytowanego tekstu.
❠(...)
PRZECINANIE CZERWONEGO DRUTU
Objawienie przedstawia oczerniony wizerunek Bogini. Ale to, co miało być gwoździem do jej trumny, paradoksalnie stało się zarzewiem nowej herezji. Oto bowiem w ostatnim rozdziale najlepiej sprzedającej się książki na świecie pojawia się imię Babalon. W samym sercu dzieła Jana znajduje się seks, główne misterium grzechu, któremu chrześcijaństwo chciało położyć kres.
Nie zamierzam tu wdawać się w obszerną egzegezę tekstu. Czynili to wielokrotnie przede mną wszelakiej maści sekciarze, schizofrenicy i seryjni mordercy. DH Lawrence, ten wysoki, gruźliczy belfer wstrząsany boskim gniewem, nie był w stanie uwierzyć w to, że Objawienie wyszło spod pióra samego Jana. Dawał temu wyraz we wprowadzeniu do dzieła Fredericka Cartera The Dragon of Revelations:
Początek Apokalipsy datuje się przypuszczalnie na dwa stulecia przed Chrystusem. Pierwotnie posiadała ona postać małej książeczki, zapewne opisującej jakiś pogański rytuał czy też przedstawiającej drobny opis pogańsko-żydowskiej Apokalipsy, przyobleczonej w symbole. Przepisywali ją różni żydowscy apokaliptycy aż w końcu dostała się w ręce Jana z Patmos, który nadał jej, w mniejszym lub większym stopniu – raczej mniejszym niż większym – chrześcijański charakter. Późniejsi pisarze zrobili porządek z tym dziełem.
Tak więc ostateczny, chrześcijański sens tego dzieła jest w dużej mierze kwestią redakcji. Znajdujące się w nim wielkie obrazy przypominają cudowne greckie filary formujące kościół katolicki na Sycylii. Nie są to zwykłe alegorie, ale ale symbole należące do bardziej zamierzchłych czasów niż epoka Jana z Patmos.
Pozwolę sobie pójść tym tropem i i oczyścić te filary Mądrości z naleciałości późniejszych epok. Najwyższy czas przywrócić właściwe proporcje naszej pogańskiej przeszłości, by udać się w przyszłość.
Objawienie św. Jana to misz masz mitów. Kiedy się je czyta, można odnieść wrażenie obcowania z kiepskim rapem skierowanym przeciwko każdemu pogańskiemu bogowi, od Dionizosa:
I zapuścił anioł sierp swój na ziemi, i poobcinał grona winne na ziemi, i i wrzucił je do wielkiej tłoczni gniewu Bożego. (14: 19)
poprzez Prometeusza:
I czyni wielkie cuda, tak że i ogień z nieba spuszcza na ziemię na oczach ludzi. (13: 13)
aż ku rozmaitym umierającym bóstwom, naśladowanym w micie Jezusa Chrystusa:
namawiając mieszkańców ziemi, by postawili posąg zwierzęcia, które ma ranę od miecza, a jednak zostało przy życiu. (13:14)
Im lepiej się rozumie dzieje i mity Wschodu, tym wyraźniej dostrzega się koszmar monoteizmu, który wrzuca każdą inną kulturę, każdą inną formę kultu, boga i boginię do wielkiego śmietnika idei z szyldem „Diabeł”. Żądny zemsty Bóg niszczy radosnego Dionizosa. Odmawia się nam bohaterskiego aktu emancypacji Prometeusza, który przyniósł ludziom ogień z nieba. Bóg plonów Dumuzi nie ma prawa konkurować z Chrystusem. Musimy uklęknąć i wielbić Baranka.
Cuda nieśmiertelnych, pogańskich bogów stają się atrybutami Bestii, natomiast moc Bogini przeradza się w swawolną rozpustę Nierządnicy Babalon. To kiepska prasa.
Mierzenie się ze Świętą Nierządnicą oznacza próbę odzyskania naszego pogańskiego dziedzictwa, zawłaszczonego przez stulecia czarnej propagandy chrześcijan. Niektórzy mogą uznać to za swego rodzaju praktykę satanistyczną, ale nie mam tu na myśli zwykłego przeciwieństwa chrześcijaństwa, złego traktowania kozłów i naprawdę kiepskiej muzyki. Namawiam tylko do zdjęcia klątwy z naszej pogańskiej przeszłości i ponownego odkrycia naszej pierwotnej mocy. To podróż poza tabu ku mrocznym krainom naszych dusz.
Głębokie piękno Babalon poraża i to właśnie pod tym względem jest ona najczarniejszą z Bogiń. Kiedy uwalniamy energię tego nurtu, bywa ona sirowa i nieokrzesana, ponieważ towarzyszą jej moce, które przez długi czas przebywały w mrokach nieświadomości na skutek ustawicznego tłumienia. Jeśli chcemy postępować zgodnie z maksymą „poznaj siebie samego”, musimy przemierzać nie tylko najwyższe niebiosa, ale również najgłębsze czeluście piekieł. Albowiem znajduje się w nich nieprześcignione piękno. Coś czego można doświadczyć tu i teraz. Eden jest tuż obok nas. Wystarczy tylko otworzyć oczy.
Kiedy przyglądamy się światu przez psychoanalityczne okulary, natychmiast dostrzegamy, że przyswajanie sobie Babalon i Bestii stanowi radykalną metodę samowyzwolenia, podczas której jednoczy się swoje nieświadome popędy i moce ze świadomym, racjonalnym umysłem. Jeśli jesteście mistykami, rozumiecie, że w ten oto sposób uzyskujecie broń niezbędną do sforsowania bram samych niebios. Z drugiej strony, jeśli jesteście chrześcijanami, zdążyliście się już połapać, że przemawiam do drugiej strony barykady.
(...)❞ (4)
To jest istota tej akurat Ścieżki Środka. Nie jest to ani Ścieżka Prawej Ręki, ani Ścieżka Lewej Ręki (którą omówimy później). Jest to coś pomiędzy, łączące samodyscyplinę i łagodne emocje z tymi skrajnymi, często wypieranymi do nieświadomości. To jest droga balansowania między Mądrością a szaleństwem i często owa Mądrość wypływa właśnie ze Świętego Szaleństwa, które jest przedstawiane symbolicznie w Tarotowej karcie Głupiec. Owo Święte Szaleństwo zmusza nas do radykalnych kroków w poszukiwaniu wolności (co jest istotą piątej mocy Sfinksa). Aby kroczyć Ścieżką Thelemy, trzeba szukać drogi do wnętrza siebie, która jednocześnie łączy nas z Rajem i Otchłanią, tak by energie jednej i drugiej duchowej domeny połączyły się w harmonii i dynamicznej równowadze. Tutaj nie ma mowy o statyczności, zapomnijcie o tym!
To jest bardzo istotne, by to wiedzieć przed wstąpieniem na tą Ścieżkę. Inaczej inicjacje po prostu Was wpędzą w obłęd i złamią! Dlatego też Thelema nie jest dla ludzi słabego ducha, czy słabych psychicznie. To jest Ścieżka dla tych, którzy potrafią panować nad swoim umysłem tak, by był posłuszny wyłącznie Prawdziwej Woli.
Co do opisu Babalon, udowadnia on tylko, że w postaci Szkarłatnej Kobiety tkwi Czarna Matka, ale prawdą jest też, że tkwi w niej Biała Pani. Omówię to przy okazji, omawiając pewną sekretną Ścieżkę. A tymczasem lećmy dalej.
❠(...) Nasza zachodnia kultura jest mocno osadzona w chrześcijańskim systemie wartości. Nawet jeśli normalnie nigdy nie zdarzyło się nam wierzyć w chrześcijańskiego Boga, nasz umysł i tak znajduje się pod wpływem tej moralności. Nasze najgłębsze popędy wypaczył wewnętrzny cenzor. Nieważne, czy przyjmują one postać brodatego mężczyzny siedzącego na chmurze, czy nieustannego poczucia winy. To szczegóły związane z indywidualnym programowaniem. Tak czy inaczej trzeba się z tym zmierzyć. Bo nawet jeśli zgadzasz się z prezentowanymi tu poglądami, z pewnością masz jeszcze na sobie jakieś kajdany krępujące twoją wolność.
Istotą zjednoczenia z Babalon jest wyzbycie się wielkich lęków i powrót do pierwotnego doświadczania jedni. Najważniejsze to uświadomić sobie, że trzeba odpuścić sobie bagaż kulturowy.
Objawienie św. Jana stanowi krytyczny punkt w dziejach ludzkości, wprowadzając na masową skalę zakaz igrania z własną nieświadomością, ale jest to tylko kij włożony w mrowisko. Nagromadzone napięcie musi znaleźć gdzieś ujście. Nie sposób znieelować tłumionej energii. Co najwyżej można nadać jej zniekształconą postać. Stąd rodzą się dysfunkcje społeczne, zbrodnie na tle seksualnym i zwykła nienawiść. Doskonale wiedział o tym William Blake. Nie jest się wolnym, gdy się czegoś zapiera. Pierwsza reakcja na widok siedmiogłowych bestii z wystającymi rogami zazwyczaj nie jest pozytywna, ale tak naprawdę to stłumienie jest wylęgarnią potworów. Wrót do nieświadomości strzegą dość przerażający strażnicy, ale na tym polega pierwsze wyzwanie. Jeśli nie potrafimy pozbyć się lęku, daleko nie zajdziemy. Strach nas zniewoli. (...)❞ (5)
Tak naprawdę zrzucenie bagażu kulturowego jest tytanicznie trudnym zadaniem, ale z tego punktu widzenia wydaje się słusznym rozwiązaniem. Nie twierdzę jednak, że trzeba odrzucić całą kulturę – lepiej jest ją uzdrowić z obłudy, hipokryzji i podwójnych standardów moralności. Zgadzam się jednak z tym, że obecna kultura wyparła prawie całkowicie pogaństwo i naturalne potrzeby ludzkości, w tym potrzebę ostatecznej bliskości – seksu. Istoty takie, jak Babalon, Święta Nierządnica, Szkarĺatna Kobieta, Wielka Matka, czy Bestia, budzą w człowieku potrzebę seksu i pożądanie ponownie. Nic w tym złego. Zdrowe podejście do seksu jest koniecznością. To jest nie tylko narzędzie prokreacji, czy zaspokojenia chuci – jest to lub może być narzędzie do osiągnięcia iluminacji, wieszczenia lub duchowej więzi z partnerem/partnerką. Nie każdy to rozumie, ale myślę, że nie musi. Ważne, że my, okultyści, to rozumiemy.
Dobrze, lećmy dalej.
❠(...) Objawienie św. Jana po mistrzowsku sieje panikę. Jednak mnie samemu najbardziej przypadają do gustu pojawiające się w nim „mroczne charaktery”. Jakoś nie wzbudza mego entuzjazmu baranek z siedmioma oczami, ale tu i ówdzie wnikliwe oko czytelnika odkrywa rozrzucone konteksty pogańskie. Tym niemniej szukanie przejrzystego obrazu Babalon w tej księdze przypomina czerpanie wiedzy o Żydach z Mein Kampf.
Zjadliwe napaści Jana na swych wrogów przynoszą zgoła odwrotny skutek od zamierzonego. Stanowią hymn pochwalny na cześć przeciwnika. Jan całą swą nienawiść kieruje na powabną Boginię, jej kochanka, Czerwonego Smoka oraz syna, Antychrysta. Są to postacie tak żywo nakreślone, że aż wyskakujące ze stronic książki. ❞ (6)
Z tej perspektywy to jest raczej krytyka Objawienia, a nie apologetyka Thelemy, dlatego zmuszony jestem do przemilczenia tego fragmentu.
Podsumowanie
Dla apologetów monoteizmu mam bardzo złą wiadomość: zgadzam się z postawionymi tutaj tezami. Ale by ocenić te fragmenty, polecam porównać Objawienie św. Jana z mitologią grecką, egipską i rzymską oraz z posostałością mitów Babilonu. Nie polecam jednak tego tym, którzy już skreślili ten wpis na samym początku. To jest blog dla czytelników o otwartych umysłach i wolnych sercach, a nie dla profanów. A ten wpis jest szczególnie dla ludzi broniących skostniałych poglądów niebezpieczny.
Pozdrawiam serdecznie i życzę magicznego wieczoru 😊.
Źródła wykorzystane:
Przypisy:
(1) Peter Grey – Czerwona Bogini, tłumaczenie: Filip Kozłowski i Dariusz Misiuna, Wydawnictwo Okultura, Warszawa 2013, str. 14-15
(2) Peter Grey – Czerwona Bogini, tłumaczenie: Filip Kozłowski i Dariusz Misiuna, Wydawnictwo Okultura, Warszawa 2013, str. 15-16
(3) Peter Grey – Czerwona Bogini, tłumaczenie: Filip Kozłowski i Dariusz Misiuna, Wydawnictwo Okultura, Warszawa 2013, str. 16-18
(4) Peter Grey – Czerwona Bogini, tłumaczenie: Filip Kozłowski i Dariusz Misiuna, Wydawnictwo Okultura, Warszawa 2013, str. 18-20
(5) Peter Grey – Czerwona Bogini, tłumaczenie: Filip Kozłowski i Dariusz Misiuna, Wydawnictwo Okultura, Warszawa 2013, str. 21
(6) Peter Grey – Czerwona Bogini, tłumaczenie: Filip Kozłowski i Dariusz Misiuna, Wydawnictwo Okultura, Warszawa 2013, str. 21
Bibliografia:
Peter Grey – Czerwona Bogini, tłumaczenie: Filip Kozłowski i Dariusz Misiuna, Wydawnictwo Okultura, Warszawa 2013
Grafika:
Pinterest
Inne źródła internetowe.
Komentarze
Prześlij komentarz